Natknęłam się dzisiaj na pewien artykuł o małej wspólnocie chrześcijańskiej w Stanach Zjednoczonych, która żyje uprawiając własne warzywa, którymi się żywią, oraz hodując kozy na mleko i sery. A co najlepsze, dzieląc się z innymi z tego co im zostaje. W ten sposób utworzyli przestrzeń, w której są niezależni od systemu, supermarketów, i doświadczają świata w dużo większej prostocie, otwartości na innych ludzi i możliwości wspólnego dzielenia się i obdarowywania. Ciekawe czy takie miejsca są też w Polsce?
http://www.offthegridnews.com/2012/02/10/why-you-need-a-community-to-survive/
Chciałaby podzielić się moim marzeniem, tym co daje mi ogromnie dużo radości i mogę mówić o tym godzinami z pasją.
Marzę o kawałku ziemi, na który mogłabym tworzyć przestrzeń pełną miłości i współistnienia z Naturą. Kocham ziemię, uwielbiam rośliny, lubię sadzić, pielęgnować i troszczyć się o to co wyrasta i rozwija się. Jest to dla mnie pasja tworzenia piękna w żywej materii, a jednocześnie otwarcia na dostrzegania doskonałości i mądrości tego co już istnieje.
To miejsce będzie bliskie naturze, przyjazne zwierzakom oraz ludziom i otwarte na wszystkich gości. Ale jednocześnie będzie ono świeże, bez narzuconych schematów, bez akademickiej wiedzy o tym można robić, a czego nie.
To miejsce będzie służyło odkrywaniu prawdziwej Natury, jej rytmów, kolorów, piękna, subtelności i mocy żywiołów.
Chciałabym również aby ludzie odnajdywali tam inspirację i swoje własne poznanie. Żeby mogli odpoczywać od miasta i uczyć się od mądrości Natury.
To marzenie powoli staje się projektem i mam nadzieję, że przyjmie konkretne kształty. Na razie jeszcze szukam ziemi…
Już styczeń i to bardzo ciepły. A ja znowu poczułam zapotrzebowanie na świeże, zielone witaminy. O tej porze roku niestety niewiele urośnie mi na parapecie (za mało światła słonecznego), ale na pewno urosną mi kiełki. Odkryłam je równo rok temu i nie sądziłam, że są tak łatwe w uprawie. Idealne na zimę i początek wiosny. Tym razem “posadziłam” rzodkiewkę, słonecznik i fasolę mung.
Ostatnio znalazłam w sieci piękną i smaczną stronę http://www.beawkuchni.com/
Niestety mam za mało czasu aby dużo gotować, ale uwielbiam patrzeć jak z pasją robią to inni.
Rok temu na święta odważyłam się pierwszy raz w życiu zrobić prawdziwy makowiec i keks. I jak to na szczęście początkującego wyszło pyszne. W tym roku niestety będzie mniej wyzwań. Ale coś wymyślę…
Niesamowite ujęcia nocnych świateł i zórz polarnych.
I zatęskniłam ostatnio za większą niezależnością od koncernów i systemów.
Tak zastanawiałam się nad naszym dostępem do zdrowej żywności i moje rozmyślania nie wypadły najlepiej. Masowa produkcja, pełna pestycydów i herbicydów. GMO w paszach, którymi karmione jest większość zwierząt hodowlanych (krowy, świnie, drób). Jedzenie w supermarketach, które jest bez smaku i pozbawione większości składników odżywczych. Producenci nastawieni przede wszystkim na zysk, a nie na jakość.
Och, gdybym miała ziemię na której mogłabym sama uprawiać to czym będę się odżywiała…. W zgodzie z naturą, bez walki ze szkodnikami i chwastami, bez chemii, bez oprysków. Zdrowo i smacznie.
A na razie skubię wyhodowaną w mojej doniczce sałatę i bazylię. Taki mój mini ogródek na parapecie.
Ostatnio miałam bardzo dużo pracy i dziś był pierwszy dzień kiedy mogłam trochę odpocząć. Wybrałam się na spacer i poczułam jesień. Taką słoneczną, złotą, ale jednak jesień. Bardzo odpoczęłam w tej jesieni.
Zawsze wrzesień kojarzył mi się z jakimś nowym początkiem, może dlatego że rozpoczyna się rok szkolny i czas wakacji się skończył. Dla mnie to zawsze jest moment podsumowań tego w jakim miejscu jestem i wyznaczania nowych kierunków, które przyciągają moją uwagę…








